Zaradna pani domu? Recenzja książki: Sonya Cobb, „W sieci pragnień”

Miałam chęć na coś lekkiego i przyjemnego, by odpocząć od thrillerów czy innych cięższych historii. Potrzebowałam książki, która sprawi, że się odprężę. „W sieci pragnień” zapowiadało się na tego typu lekturę, jednak już sam początek sprawił, że podniosło mi się ciśnienie. Dlaczego tak się stało? O tym poniżej.

Sophie i Brian to szczęśliwe małżeństwo. Ona zajmuje się opieką nad dwójką ich dzieci, on pracuje jako kustosz w muzeum. W momencie, gdy ich poznajemy, oczekują na decyzję w sprawie kupna domu, który ich interesuje – a konkretniej Sophie. Dom jest właściwie ruderą nadająca się jedynie do remontu, na który ich nie stać, jednak kobieta chce spełnić swoje marzenie i wraz z mężem, by kupić nieruchomość, decydują się na kredyt. Początkowo wszystko idzie świetnie, jednak już niedługo sielankę burzą pojawiające się problemy z pożyczką. Coraz wyższe raty wymuszają na Sophie ograniczenia wydatków, jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy wynosi z magazynu muzeum (w którym pracuje jej mąż) niepozorny eksponat. Ten ruch to początek sieci kłamstw, a Sophie wikła się w szemraną relację z pewnym pracownikiem lombardu)… W ten sposób zdobywa potrzebne pieniądze, ale sprawa komplikuje się, gdy z muzeum ginie cenna patera, a do sprawy wkracza FBI.

Sonya Cobb W sieci pragnień recenzja książki

Głupota (nie) boli

Pierwsze, co mnie uderzyło w tej powieści, to głupota Sophie i totalna bezpłciowość jej męża. Mają dwoje dzieci, pracuje tylko Brian, ona nie ma pracy, bo choć wcześniej zajmowała się programowaniem, przerwa na rodzicielstwo pozbawiła ją klientów, a ta upiera się na dom w tragicznym stanie. A mąż, zamiast twardo powiedzieć kobiecie, że pakowanie pieniędzy, których nie mają w kupno i remont budynku to głupota, potulnie się zgadza, bo ona prosi.

Kolejny szczyt głupoty głównej bohaterki został osiągnięty w momencie gdy wzięła kredyt, nie sprawdzając dokładnie co i jak. Zgodziła się na wszystko, byle tylko kupić dom, który jej się, za przeproszeniem, usrał. Kto tak robi? Kredyt hipoteczny w firmie krzak, mając na utrzymaniu dwójkę dzieci i tylko jedną pracującą osobę w domu?

Bohaterowie, których bym nie polubiła w realnym życiu

Sophie jest ogromnie naiwna, nie używa mózgu do myślenia, kieruje się emocjami. Tacy ludzie zapewne istnieją, ale… Na Boga, gdybym spotkała ją w realnym świecie, chyba bym nią mocno potrząsnęła. Irytowała mnie do tego stopnia, że gdy wreszcie wpadła w tarapaty, pomyślałam: Ha, masz za swoje. To było do przewidzenia, a za głupotę się jak widać płaci. Za to Brian to pozbawiony charakteru pantofel. Nie umie postawić na swoim, mimo że pomysł żony od samego początku mu się nie podoba mu się nie podoba.

Nie do końca tak źle?

Muszę tu jednak powiedzieć, że o ile pierwsza część książki irytowała mnie głupotą, lekkomyślnością bądź też bezpłciowością bohaterów, tak druga połowa nawet mnie wciągnęła. Nie da się tu mówić o zaawansowanym wątku kryminalnym, bo „W sieci pragnień” to obyczajówka z jedynie kryminalnym  podbarwieniem, jednak całkiem ciekawie wpleciono motyw kradzieży dzieł sztuki w fabułę. I nawet pod koniec Sophie wykazała się inteligencją i pomysłowością – w końcu poczułam do niej coś na kształt sympatii 😉

Sonya Cobb W sieci pragnień recenzja książki

Podobał mi się również świat sztuki, obszernie opisany przez autorkę. I nie chodzi tu tylko o eksponaty zawijane przez Sophie z muzeum, ale również o pracę jej męża, zafascynowanego sztuką i tym, co robi. Zresztą, same dzieła stają się niejako bohaterami tej historii, a nie tylko przedmiotami bez żadnego znaczenia. Wszystko to tworzyło ciekawy klimat,  który uprzyjemniał lekturę. Dodam jeszcze, że książka napisana jest lekko, zrozumialym, przyjemnym stylem, dzięki czemu czyta się ją szybko. Acz nie zawsze przyjemnie 😉

Obyczajówka z wątkiem kryminalnym

Podczas lektury towarzyszymy bohaterom w ich codziennym życiu. Obserwujemy, jak mija im czas, a jednocześnie śledzimy postępowanie Sophie. Nie jest ono zgodne z prawem – ale czy bohaterka ma z tego powodu wyrzuty sumienia? Kieruje nią wola walki o byt swojej rodziny… Czy też może o dom, który tak bardzo chciała mieć. O marzenia warto walczyć, ale czy za wszelką cenę?

Historia jest całkiem ciekawa, choć przy tym nieco naiwna i trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek mógłby postępować aż tak nieodpowiedzialnie. Cała ta sprawa ma jednak pewien wpływ na bohaterów, którzy w trakcie opowieści przechodzą przemianę, zmienia się także relacja między nimi. Drugą część książki czyta się zdecydowanie lepiej niż pierwszą, jest bardziej interesująca, a Sophie wreszcie zaczyna myśleć. Choć trochę. No i coś się dzieje, wkrada się pewnego rodzaju napięcie i niepewność co do tego, co zdarzy się dalej.

„W sieci pragnień” to obyczajówka z wplecionym wątkiem kryminalnym, w żadnym razie pełnoprawny kryminał. Byłaby to przyjemna rozrywka, gdyby głupota głównej bohaterki nie irytowała aż tak. Na szczęście nie przez całą powieść. Nie jestem jednak pewna, czy mogę Wam tę książkę polecić lub stanowczo odradzić. Jeśli lubicie obyczajowe opowieści, być może się Wam spodoba. Jeśli jednak jesteście, tak jak ja, wyczuleni na głupotę, możecie się, również jak ja, zirytować zamiast dobrze się bawić. „W sieci pragnień” to takie ot, czytadełko, które szybko się czyta, ale na pewno nie zostanie w mojej pamięci na długo… Chociaż nie, takiej naiwności raczej nie da się zupełnie zapomnieć 😉

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros

wydawnictwo albatros

Tagged , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych powyżej danych w celu pozostawienia komentarza.