Przychodzi baba do psychologa… Recenzja książki: Jenny Blackhurst, „Zanim pozwolę ci wejść”

Bardzo lubię  thrillery psychologiczne, szczególnie takie, w których intryga w pewnym momencie obiera zupełnie nowy kierunek. Nagle nic nie jest takie, jakie wydawało się na początku. Podobna sytuacja jest z „Zanim pozwolę ci wejść”. Zapowiadało się na ciekawy thriller, dokładnie taki, jak lubię… A potem wszystko się zmieniło. Na gorsze.

Zarys historii

„Zanim pozwolę ci wejść” to historia trzech przyjaciółek, z których każda jest inna. Karen to kobieta sukcesu, pani psycholog, która pnie się po drabinie kariery i jest w szczęśliwym związku. Eleanor ma męża i dzieci, cieszy się swoją rodziną, a Bea… Bea to singielka, z pozoru beztroska, a jednak ma pewien mroczny sekret. Przyjaźń kwitnie, wszystkie trzy są zadowolone z życia, aż tu nagle wszystko zaczyna się zmieniać. Zbiega się w to w czasie z pojawieniem się nieco dziwnej pacjentki Karen, która zdaje się wiedzieć o niej samej i o bliskich jej osobach o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Czy to ona jest odpowiedzialna za nieszczęścia, które zaczynają się przytrafiać kobietom? I co się właściwie dzieje?

Zanim pozwolę ci wejść Jenny Blackhurst recenzja książki

(więcej…)

Jack Reacher wysiada z autobusu… Recenzja książki: Lee Child, „Nocna runda”

Lee Child to jeden z tych autorów, o których słyszałam wiele, ale nigdy nie miałam okazji zapoznać się z jego twórczością. W końcu postanowiłam to zmienić i teraz zastanawiam się, dlaczego tak długo czekałam? Choć nie od razu zakochałam się w tej historii, to odkładając książkę wiedziałam, że niedługo sięgnę po kolejne opowieści o Jacku Reacherze. Nie ma innej opcji.

Jack Recher to postać, której chyba nie trzeba przedstawiać fanom thrillerów, kryminałów i mocniejszej, może nawet męskiej literatury. Były wojskowy, który nie ma adresu i wędruje po kraju ze szczoteczka do zębów w kieszeni. Po drodze znajduje oraz to nowe przygody. Albo to przygody znajdują jego…

Nocna runda, lee child, recenzja książki

Tym razem Reacher w lombardzie znajduje sygnet z Akademii West Point. Sam skończył tę szkołę i wie, że ktoś, kto dotrwał do końca, nie oddaje sygnetu po tym, co w niej przeszedł. Postanawia więc odnaleźć właścicielkę sygnetu i oddac jej pamiątkę, a przy okazji poznać jej historię. Po nitce do kłębka dociera do kolejnych niekoniecznie cieszących się dobrą reputacją osób, które mogły być zamieszane w sprawę sygnetu, a z każdym przemierzonym kilometrem sprawa zaczyna się komplikować coraz bardziej. Aby poznać właścicielkę sygnetu, Reacher przemierza pustkowia Wyoming, a z czasem dołączają do niego inni…

(więcej…)

Zła teściowa czy synowa-intrygantka? Recenzja książki: Michelle Frances, „Ta dziewczyna”

Stereotypy o teściowych są już tak utrwalone w naszej kulturze, że kolejne dowcipy czy docinki nikogo nie dziwią. Wszak powszechnie wiadomo, że wybranka ukochanego syna nigdy nie będzie dość dobra, bo syn zasługuje na kogoś idealnego. Co jednak, gdy teściowa ma rację i dziewczyna jej dziecka nie jest do końca fair? I co wtedy, gdy matka właściwie też swoje za uszami ma?

Laura Cavendish jest producentką filmową. Nie narzeka na finanse, a ze swoim jedynym synem Danielem ma doskonały kontakt. Chce dla niego jak najlepiej, nic więc dziwnego, że gdy pojawia się na horyzoncie Cherry, wybranka Daniela, Laura chce się z nią zaprzyjaźnić, nawet jeśli trochę jej przykro, że chłopak spędza z nią mniej czasu niż wcześniej. Coś jednak jest w Cherry, coś, co nie daje Laurze spokoju. Czy dziewczynie chodzi o Daniela, czy o jego życie?

„Ta dziewczyna” to thriller, w którym przeraża człowiek i to, jak daleko może posunąć się, by osiągnąć swój cel. Czy wiesz, jakie demony kryją się w ludzkiej psychice? Co zrobisz, by dopiąć swego? Posuniesz się do manipulacji, kłamstwa czy… czegoś gorszego?

Ta dziewczyna, Michelle Frances, recenzja książki

(więcej…)

Recenzja książki: „Czasami kłamię” – Alice Feeney

„Czasami kłamię” to powieść, o której wiele słyszałam,  myślałam więc, że wiem, czego powinnam się spodziewać. Ot, thriller psychologiczny, pewnie trochę psycho- i socjopatów i jakiś zwrot akcji. Cóż, prawda jest taka, że na to, co ta książka robi z czytelnikiem nie można być przygotowanym. O tym dlaczego – poniżej.

Amber Reynolds to prezenterka radiowa. Święta Bożego Narodzenia w 2016  roku spędza w szpitalu pogrążona w śpiączce i nie pamięta, co się stało. Nie pamięta lub tylko tak mówi, bo Amber czasami lubi kłamać. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że niektóre obrażenia na ciele kobiety wskazują na przemoc wcześniejszą, niż wypadek, który przykuł ją do szpitalnego łóżka.

Wszystko zaczyna się niedługo przed świętami, kiedy to Amber dostaje ultimatum: albo sprawi, że szefowa ją polubi, albo straci pracę. Próbuje więc różnych sposobów na to, by zostać w programie. Nie jest jednak do końca fair zarówno z samą szefową, Madeleine, jak i z czytelnikami…

Czasami kłamię - Alice Feeney, recenzja książki. iambiblioholic, blog recenzencki

(więcej…)

Koń by się uśmiał? No niekoniecznie… „Moja Lady Jane” – Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows

„Moja Lady Jane” to książka mocno promowana przez blogerów i vlogerów. We wszystkich pozytywnych opiniach pojawiały się pochwały dotyczące świetnego humoru obecnego w opowieści oraz ogólnego pomysłu na fabułę, polegającym na zbudowaniu alternatywnej historii realnie żyjących w średniowiecznej Anglii postaci. Czy rzeczywiście ta opowieść jest tak zabawna, jak o niej mówią i tak świetna?

Anglia, połowa XVI wieku. Król Edward umiera, a tron po nim obejmuje szesnastoletnia Jane Grey, zmuszona do małżeństwa z zupełnie sobie obcym mężczyzną. Dziewczyna króluje sobie dziewięć dni, po czym zostaje obalona, a jakiś czas później skrócona o głowę. Tak wygląda oficjalna wersja historii, do której autorki: Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows dodały trochę od siebie.

W tej alternatywnej Anglii istnieje magia, a dokładniej niektórzy ludzie mają zdolność zmieniania się w zwierzęta, choć nie każdy potrafi to kontrolować. I taką właśnie zdolność posiada Gifford, czyli mężczyzna, za którego musi wyjść Jane. Gifford jest koniem, i to w dodatku przez połowę doby. Jane natomiast to typowy mól książkowy, któremu nie uśmiecha się małżeństwo z kimś, kogo zupełnie nie zna… I kto w dodatku jest koniem, choć o tym jeszcze nic nie wie. A to tylko początek historii Jane i G, jak woli być nazywany jej przyszły mąż, bo im dalej, tym więcej intryg wychodzi na światło dzienne i tym bardziej szalone staje się życie tej pary. No i czymże byłaby ta historia bez nutki romantyzmu?

Moja Lady Jane - recenzja książki na blogu iambiblioholic. Welkinson recenzuje

(więcej…)

Powiew orientu. „Pikantne historie dla pendżabskich wdów” – Balli Kaur Jaswal

Pikantne historie wprost z pachnących kardamonem i curry Indii? Czemu nie! Najnowsza powieść Balli Kaur Jaswal, „Pikantne historie dla pendżabskich wdów”, to mieszanka obyczajowej opowieści z dodatkiem erotyki oraz kryminału, którą czyta się świetnie! A dlaczego – o tym niżej.

Nikki, córka indyjskich imigrantów, pracuje w londyńskim barze. Dziewczyna zdecydowanie woli zachodni, nowoczesny styl życia niż tradycyjny, sikhijski i dystansuje się od społeczności. Gdy jednak pewnego dnia, będąc w świątyni, trafia na ogłoszenie o pracę jako nauczyciel kreatywnego pisania, postanawia spróbować. Szybko jednak okazuje się, że jej kursantki, mniej lub bardziej konserwatywne Pendżabki, oczekują od niej zupełnie czegoś innego niż kursu kreatywnego pisania – w większości nie umieją czytać ani pisać w ogóle. Nikki próbuje nauczyć je podstaw, lecz z biegiem czasu zajęcia przeradzają się w odczyty historii wymyślanych przez kobiety, często dość pikantnych… Wszystko jest jednak objęte ścisłą tajemnicą, a przynajmniej do czasu. Wraz z pogłoskami na temat zajęć, w społeczności zaczynają krążyć plotki o tajemniczej śmierci pewnej nowoczesnej kobiety, a skandal, który może wybuchnąć, zagrozi wszystkim.

Pikantne historie dla Pendżabskich wdów - Balli Kaur Jaswal, recenzja. Blog iambiblioholic, welkinson recenzuje

(więcej…)

Katastrofa? „Czarna Madonna” – Remigiusz Mróz

Nowa książka Remigiusza Mroza wzbudza ogromne zainteresowanie czytelników. Reklamowana jest jako horror, czyli coś nowego w imponującym już dorobku pisarskim autora, który na potrzeby promocji okrzyknięty został nowym „polskim Kingiem”. Czy historia ta warta jest przeczytania i ile z Kinga można w niej znaleźć?

Filip jest byłym księdzem. Sutannę zrzucił dla kobiety, z którą jakiś czas później jest już zaręczony. Para planuje przedślubną wyprawę do Ziemi Świętej, jednak tuż przed wylotem sprawy zawodowe Filipa się komplikują i nie może lecieć. Oboje postanawiają więc, że na wyprawę Aneta wybierze się sama. Już niedługo po wylocie okazuje się, że nie była to dobra decyzja, ponieważ samolot, na pokładzie którego znajduje się narzeczona Filipa, znika z radarów. Gdy wszyscy zaczynają godzić się z myślą, że doszło do katastrofy, choć nie znaleziono wraku, wieża kontroli lotów odbiera nagle sygnał z transportera. Dalsze wypadki mają coraz mniej wspólnego ze światem, który znany był do tej pory, a Filip znajduje się w centrum wydarzeń, w których prym wiodą siły o wiele od niego silniejsze. Czy mężczyźnie uda się rozwikłać zagadkę i zbadać trop, który wiedzie do podobnych zdarzeń z przeszłości oraz do obrazu Czarnej Madonny?

Remigiusz Mróz, Czarna Madonna - recenzja książki. iambiblioholic, welkinson recenzuje

(więcej…)

Co tu się dzieje? Tarryn Fisher – „Bad mommy”

Są książki, o których po przeczytaniu właściwie nie wiadomo, co powiedzieć. Są książki, które wywołują mętlik w głowie, po lekturze zaczynasz zastanawiać się, co jest prawdą, a co kłamstwem. I wreszcie są książki, po których masz solidnego kaca i żadna inna historia cię nie zadowala, bo nie jest tak dobra. Te trzy książki to właściwie jedna: „Bad mommy”.

Całą historia zaczyna się w momencie, gdy poznajemy główną bohaterkę, a właściwie jedną z głównych postaci tej książki – Fig. Kobiecie nie układa się w życiu, straciła dziecko i marzy po cichu o szczęśliwej rodzinie i mężu, który ją doceni. W pewnym momencie Fig spotyka na swojej drodze rodzinę Averych, Jolene i Dariusa oraz ich dwuletnią córkę Mercy. Zaczyna obserwować ich życie, co przeradza się w fascynację. Fig wprowadza się do domu obok rodziny i szybko zyskuje ich sympatię, stając się przyjaciółką obojga oraz opiekunką dla Mercy. Zaczyna przy tym coraz bardziej upodabniać się do Jolene, co staje się dość niepokojące. Czy Fig chciałaby być, jak ona, czy… być nią? I kto tu właściwie jest szalony?

Bad mommy, Tarryn Fisher. Recenzja książki. iambiblioholic, Welkinson recenzuje

(więcej…)

Miłość czy marzenia? „Światło, które utraciliśmy” – Jill Santopolo

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak skomplikowane potrafią być drogi ludzkich losów? Jak często mogą się przeplatać, by znów się rozejść? Dobitnie przekonali się o tym Lucy i Gabe, czyli główni bohaterowie „Światła, które utraciliśmy”. A czy czytelnik, podejmując się lektury tej książki, zwiąże z nią swoje losy czy raczej odłoży na półkę i szybko o niej zapomni?

Lucy i Gabe poznali się w momencie, gdy cały świat wstrzymywał oddech i przyglądał się katastrofie. 11 września 2001 roku rozpoczęła się ich historia, która ciągnie się przez wiele następnych lat. Mimo że oboje czują do siebie chemię i przeżywają swoją znajomość bardzo intensywnie, z czasem okazuje się, że chęć spełniania marzeń i zmieniania świata staje się silniejsza i ich drogi się rozchodzą. Czy jednak ostatecznie?

Jill Santopolo - "Światło, które utraciliśmy, recenzja. Iambiblioholic blog, Welkinson Recenzuje

(więcej…)

Mój początek wszystkiego + konkurs!

#mojpoczatekwszystkiego

Zapewne niektórzy z Was czytali już książkę „Początek wszystkiego”, która swoją premierę miała 14 czerwca. Jeśli chcecie dowiedzieć się na jej temat więcej, zapraszam do recenzji, którą niedawno opublikowałam.

A tymczasem zapraszam Was na tekst, w którym dzielę się z Wami moim początkiem wszystkiego.

Za taki przełomowy moment mogłabym uznać pójście na studia. Zawsze byłam mniej lub bardziej nieśmiała, a rozpoczęcie nauki w nowym miejscu, gdzie nikogo nie znałam, a gdzie codziennie mijałam wielu ludzi, było niejakim wyzwaniem. Ale mogę śmiało uznać, że to właśnie studia sprawiły, że przestałam tak bardzo zwracać uwagę na to, co inni o mnie powiedzą, a także znalazłam swoje hobby i zaczęłam być po prostu sobą.

Początek wszystkiego Robyn Schneider #mójpoczątekwszystkiego

(więcej…)