Same problemy… Recenzja książki: A.F. Brady, „Na krawędzi”

Thriller psychologiczny pisany przez psychoterapeutę? To brzmi super i musi być dobrze, prawda? Cóż, okazuje się, że niekoniecznie. I to tyle tytułem wstępu – niżej dowiecie się, co było tu nie tak.

Gdy tylko usłyszałam o „Na krawędzi”, wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Uwielbiam thrillery, szczególnie psychologiczne, a powieści z motywem szpitala psychiatrycznego od dawna mnie fascynują. Lekturę rozpoczęłam więc pełna nadziei i oczekiwań, a zakończyłam z przekonaniem, że doświadczenie psychologiczne niekoniecznie może pomóc napisać dobrą książkę, gdy brak umiejętności konstruowania ciekawych fabuł. Niestety, bo „Na krawędzi” miało potencjał…

recenzja na krawędzi a.f. brandy, blog książkowy iambiblioholic

(więcej…)

Mała Lissy, kochana Lissy… Recenzja książki: Luca D’Andrea, „Lissy”

Nie czytałam „Istoty zła” Luki D’Andrei, jednak słyszałam wiele dobrego o tej książce. Gdy więc dowiedziałam się o premierze „Lissy”, wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Czy była to udana przygoda? Cóż… Z pewnością niecodzienna.

Marlene Wegener jest żoną bardzo niebezpiecznego człowieka – przestępcy. Pewnego dnia postanawia uciec i rozpocząć nowe życie z dala od męża, jednak po drodze ma wypadek samochodowy i misternie zaplanowana strategia rozpada się w pył. Marlene odnajduje tajemniczy pustelnik mieszkający wysoko w górach, w chacie na odludziu. Ratuje kobietę, która pod jego opieką powoli dochodzi do zdrowia. Mężczyzna jest troskliwy i sympatyczny, szybko zaprzyjaźnia się z Marlene, ma jednak pewną tajemnicę… Kim jest Lissy i czy Marlene na pewno jest bezpieczna? Szczególnie, że Wegener nie spocznie, póki jej nie odnajdzie, bo Marlene zabrała mu coś bardzo cennego…

recenzja lissy luca d'Andrea, iambiblioholic blog ksiązkowy

(więcej…)

Zaradna pani domu? Recenzja książki: Sonya Cobb, „W sieci pragnień”

Miałam chęć na coś lekkiego i przyjemnego, by odpocząć od thrillerów czy innych cięższych historii. Potrzebowałam książki, która sprawi, że się odprężę. „W sieci pragnień” zapowiadało się na tego typu lekturę, jednak już sam początek sprawił, że podniosło mi się ciśnienie. Dlaczego tak się stało? O tym poniżej.

Sophie i Brian to szczęśliwe małżeństwo. Ona zajmuje się opieką nad dwójką ich dzieci, on pracuje jako kustosz w muzeum. W momencie, gdy ich poznajemy, oczekują na decyzję w sprawie kupna domu, który ich interesuje – a konkretniej Sophie. Dom jest właściwie ruderą nadająca się jedynie do remontu, na który ich nie stać, jednak kobieta chce spełnić swoje marzenie i wraz z mężem, by kupić nieruchomość, decydują się na kredyt. Początkowo wszystko idzie świetnie, jednak już niedługo sielankę burzą pojawiające się problemy z pożyczką. Coraz wyższe raty wymuszają na Sophie ograniczenia wydatków, jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy wynosi z magazynu muzeum (w którym pracuje jej mąż) niepozorny eksponat. Ten ruch to początek sieci kłamstw, a Sophie wikła się w szemraną relację z pewnym pracownikiem lombardu)… W ten sposób zdobywa potrzebne pieniądze, ale sprawa komplikuje się, gdy z muzeum ginie cenna patera, a do sprawy wkracza FBI.

Sonya Cobb W sieci pragnień recenzja książki

(więcej…)

Recenzja książki: Guillaume Musso, „Apartament w Paryżu”

Z twórczością Guillaume Musso miałam do tej pory styczność jeden raz – czytałam wtedy „Dziewczynę z Brooklynu” i przyznam, że była to całkiem ciekawa i wciągająca lektura. Z tym większym entuzjazmem podchodziłam więc do najnowszej książki francuskiego autora, jednak „Apartament w Paryżu” nie był już tak do końca satysfakcjonującą opowieścią. Co mi tu nie zagrało?

Rzecz cała dzieje się w Paryżu. Dwoje zupełnie różnych ludzi – była policjantka i pisarz-samotnik – przez przypadek wynajmują to samo mieszkanie, apartament należący niegdyś do znanego malarza, Seana Lorenza. Szybko okazuje się, że historia nieżyjącego już artysty jest tyleż fascynująca, co i tragiczna, a szczególnie smutnym momentem w jego życiu była śmierć synka, zamordowanego na oczach zrozpaczonej żony. Ciała dziecka jednak nigdy nie odnaleziono. Madeleine i Gaspard odkrywają, że przed śmiercią malarz mógł wpaść na trop prowadzący do syna i prawdopodobnie myślał, że dziecko wcale nie zginęło. Oboje postanawiają więc podjąć śledztwo i sprawdzić, ile w tym wszystkim prawdy…

Guillaume Musso apartament w Paryżu recenzja książki

(więcej…)

Recenzja książki: Robert Dugoni, „Na polanie wisielców”

Czasem jest tak, że jesz czekoladkę i jest smaczna, ale nagle, na koniec, gdy wiesz, że zaraz zjesz najlepsze, okazuje się, że w czekoladce ukryto coś gorzkiego i cała przyjemność mija, pozostawiając niedosyt i pewien niesmak. Właśnie taka sytuacja spotkała mnie podczas lektury „Na polanie wisielców”. Początek mnie wciągnął i sądziłam, że to będzie fajna książka, ale potem coś jednak zaczęło zgrzytać… A o tym, co konkretnie, przeczytacie już za moment.

Tracy Crosswhite prowadzi śledztwo w sprawie, która wydaje się oczywista. Mężczyzna został zastrzelony, do zbrodni przyznała się żona – z pozoru wszystko jest proste. Po czasie jednak na jaw wychodzą kwestie, które sprawiają, że wina żony nie jest tak do końca pewna. W międzyczasie Tracy zostaje poproszona o powrócenie do sprawy przed lat, sprawy, którą prowadził niedawno zmarły ojciec jej koleżanki ze studiów. Przed 50 laty zaginęła młoda Indianka, której ciało odnaleziono w rzece. Uznano, że popełniła samobójstwo, jednak prowadzący śledztwo policjant miał co do tego wątpliwości. Czy Tracy uda się ustalić, co się wtedy naprawdę wydarzyło?

na polanie wisielców, robert dugoni, recenzja książki

(więcej…)

Przychodzi baba do psychologa… Recenzja książki: Jenny Blackhurst, „Zanim pozwolę ci wejść”

Bardzo lubię  thrillery psychologiczne, szczególnie takie, w których intryga w pewnym momencie obiera zupełnie nowy kierunek. Nagle nic nie jest takie, jakie wydawało się na początku. Podobna sytuacja jest z „Zanim pozwolę ci wejść”. Zapowiadało się na ciekawy thriller, dokładnie taki, jak lubię… A potem wszystko się zmieniło. Na gorsze.

Zarys historii

„Zanim pozwolę ci wejść” to historia trzech przyjaciółek, z których każda jest inna. Karen to kobieta sukcesu, pani psycholog, która pnie się po drabinie kariery i jest w szczęśliwym związku. Eleanor ma męża i dzieci, cieszy się swoją rodziną, a Bea… Bea to singielka, z pozoru beztroska, a jednak ma pewien mroczny sekret. Przyjaźń kwitnie, wszystkie trzy są zadowolone z życia, aż tu nagle wszystko zaczyna się zmieniać. Zbiega się w to w czasie z pojawieniem się nieco dziwnej pacjentki Karen, która zdaje się wiedzieć o niej samej i o bliskich jej osobach o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Czy to ona jest odpowiedzialna za nieszczęścia, które zaczynają się przytrafiać kobietom? I co się właściwie dzieje?

Zanim pozwolę ci wejść Jenny Blackhurst recenzja książki

(więcej…)

Jest się czego bać? Recenzja książki: Shirley Jackson, „Nawiedzony Dom na Wzgórzu”

Niedawne wznowienie „Nawiedzonego domu na wzgórzu” uznawanego za klasykę literatury grozy skłoniło mnie do zapoznania się z tą powieścią. Dodatkowo wydanie jest tak ładne, że trudno przejść obok książki obojętnie. Czy jednak treść dorównuje oprawie? Okazuje się, że nie do końca…

Historie z grozą w tle lubię od zawsze. Już jako dość młoda dziewczynka po cichu oglądałam horrory, uważając, by nikt mnie na tym nie przyłapał. Potem zaczęłam sięgać po książki z tego gatunku i choć przestraszyć mnie jest dość trudno, to cenię sobie mroczny klimat i ciekawa historię. Najbardziej ulubione motywy to właśnie duchy, upiory, nawiedzenia i zjawiska paranormalne, a skoro Nawiedzony Dom, to spodziewałam się, że sporo tego tu dostanę. I nie mogę powiedzieć, że nie było tego wcale, ale zdecydowanie zbyt mało, by choć spróbować mnie wystraszyć.

recezja, nawiedzony dom na wzgórzu, shirley jackson

(więcej…)

[PRZEDPREMIEROWO] Riley Sager – „Ocalałe”

„Ocalałe” to powieść reklamowana na okładce przez samego Stephena Kinga jako najlepszy thriller 2017 roku. Nie mogę powiedzieć, żebym się z nim zgodziła, choć z pewnością nie jest to  książka zła. Jednak czytałam w swoim życiu chyba zbyt dużo powieści z tego gatunku, by dać się zupełnie porwać tej historii i czuć zaskoczenie. Ale do rzeczy.

Quincy Carpenter ma szczęście, choć może trudno mówić o szczęściu w sytuacji, gdy wszyscy twoi przyjaciele giną na twoich oczach w domku Pine Cottage, a ty jako jedyna uchodzisz z życiem. Quincy jednak przetrwała, stając się tym samym jedną z Ocalałych – trzech kobiet, które cudem uniknęły śmierci w krwawych masakrach. Dziewczyna wyparła z pamięci większość wydarzeń tamtej tragicznej nocy i zapewne dzięki temu z czasem ułożyła sobie życie, odcinając się od tego, co mogłoby przypomnieć jej przeszłość. Przeszłość jednak i tak daje o sobie znać, gdy po 10 latach od Pine Cottage dociera do niej wiadomość o nagłej śmierci jednej z pozostałych Ocalałych, a druga z nich, która przez wiele lat się ukrywała, składa jej niezapowiedzianą wizytę. Z czasem sytuacja zaczyna się komplikować coraz bardziej, a ułożone życie Quincy powoli rozpada się na kawałki…

Riley Sasger - Ocalałe. Recenzja książki. Blog iambiblioholic

(więcej…)

Koń by się uśmiał? No niekoniecznie… „Moja Lady Jane” – Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows

„Moja Lady Jane” to książka mocno promowana przez blogerów i vlogerów. We wszystkich pozytywnych opiniach pojawiały się pochwały dotyczące świetnego humoru obecnego w opowieści oraz ogólnego pomysłu na fabułę, polegającym na zbudowaniu alternatywnej historii realnie żyjących w średniowiecznej Anglii postaci. Czy rzeczywiście ta opowieść jest tak zabawna, jak o niej mówią i tak świetna?

Anglia, połowa XVI wieku. Król Edward umiera, a tron po nim obejmuje szesnastoletnia Jane Grey, zmuszona do małżeństwa z zupełnie sobie obcym mężczyzną. Dziewczyna króluje sobie dziewięć dni, po czym zostaje obalona, a jakiś czas później skrócona o głowę. Tak wygląda oficjalna wersja historii, do której autorki: Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows dodały trochę od siebie.

W tej alternatywnej Anglii istnieje magia, a dokładniej niektórzy ludzie mają zdolność zmieniania się w zwierzęta, choć nie każdy potrafi to kontrolować. I taką właśnie zdolność posiada Gifford, czyli mężczyzna, za którego musi wyjść Jane. Gifford jest koniem, i to w dodatku przez połowę doby. Jane natomiast to typowy mól książkowy, któremu nie uśmiecha się małżeństwo z kimś, kogo zupełnie nie zna… I kto w dodatku jest koniem, choć o tym jeszcze nic nie wie. A to tylko początek historii Jane i G, jak woli być nazywany jej przyszły mąż, bo im dalej, tym więcej intryg wychodzi na światło dzienne i tym bardziej szalone staje się życie tej pary. No i czymże byłaby ta historia bez nutki romantyzmu?

Moja Lady Jane - recenzja książki na blogu iambiblioholic. Welkinson recenzuje

(więcej…)

[PRZEDPREMIEROWO] Kiedy koniec jest początkiem… Robyn Schneider – „Początek wszystkiego”

„Początek wszystkiego” zachwyca okładką, która od razu przykuwa uwagę. Jednak książek nie powinno się oceniać po okładce, zajmijmy się więc treścią. Czy jest równie interesująca, co jej oprawa, czy może mamy do czynienia z koleją schematyczną książką dla młodzieży? Otóż… I tak, i nie. A poniżej nieco o tym, dlaczego to taka skomplikowana sprawa.

Ezra jest złotym chłopcem – odnosi sukcesy w sporcie, obraca się wśród najpopularniejszych osób w szkole i ma piękną dziewczynę. Wszystko zmienia się jednak w chwili, gdy nakrywa swoją partnerkę na zdradzie, a chwilę później bierze udział w wypadku samochodowym, który na zawsze przekreśli jego sportową karierę…

Początek wszystkiego - robyn schneider, recenzja. iambiblioholic, welkinson, blog o książkach (więcej…)