Książki, które zaczęłam czytać, ale nie skończyłam, czyli STOSIK WSTYDU

Chyba każdy z nas miał tak, że zaczął czytać książkę, a po pewnym czasie, z różnych względów, odłożył ją na półkę i więcej do niej nie wrócił. Zapewne najczęstszym powodem jest to, że dany tytuł zwyczajnie nie dał się czytać i był zły, jednak powody te mogą być różne. Przeglądając swoją biblioteczkę zauważyłam, że niestety, trochę takich książek mi się nazbierało… Postanowiłam więc podzielić się z Wami tytułami, które kiedyś zaczęłam czytać, ale nie skończyłam – i niekoniecznie dlatego, że dana książka była zła.

 

 1. „Nocny film”, Marisha Pessl

Nocny film, Marisha Pessl

Po tę książkę sięgnęłam dzięki bookstagramowi i gnana ciekawością płynącą z wielu pozytywnych opinii, niemal natychmiast po zakupie zaczęłam ją czytać. I niestety nie skończyłam, choć wciągnęła mnie i zainteresowała. Dlaczego tak się stało? Winę za to ponoszą tu przede wszystkim gabaryty tej książki, bo jest z niej niezła cegiełka. A ja w czasie, gdy zaczęłam czytać „Nocny film” miałam czas na czytanie jedynie w komunikacji, bo obrona i te sprawy, a zabranie do torebki książki takich rozmiarów jest ogromnie trudne. I tak zaczęłam sięgać po cieńsze i lżejsze powieści, a „Nocny film” został gdzieś tam, czekając, aż do niego wrócę… Ale wrócę w tym roku, bo opowieść mnie bardzo zaintrygowała. (więcej…)