Zabójczyni na królewskim dworze. Sarah J. Maas – „Szklany tron”

Powinnam mieć uraz do powieści młodzieżowych, jak dotąd bowiem nie trafiłam na żadną, która by sprawiła mi radość z czytania bez irytacji. Może to nie gatunek dla mnie? Hm. Tym razem jednak znalazłam w końcu coś, co, muszę przyznać, zauroczyło mnie i choć może nie jestem totalnie zakochana w tej książce, to z pewnością sięgnę po kolejne tomy, by poznać dalsze losy bohaterów. O czym mowa? O „Szklanym tronie”.

Celeana to wyszkolona zabójczyni, najlepsza, znana w całym kraju, zostaje jednak złapana i skazana na dożywotnią pracę w kopalni soli, co pracą lekką i przyjemną zdecydowanie nie jest. Siedemnastoletnia dziewczyna stała się niewolnicą czekającą na śmierć. Sytuacja zmienia się, gdy pewnego dnia niespodziewanie zabrana zostaje przed oblicze królewskiego syna, mającego dla niej ciekawą propozycję nie do odrzucenia. Albo zgodzi się wziąć udział w turnieju, mającym wyłonić Królewskiego Obrońcę, albo zginie w walce o ten zaszczytny tytuł. Jeśli wygra, zyska wolność, jeśli przegra – zginie, bądź wróci do kopalni. Dziewczyna przyjmuje ofertę i przybywa na zamek, jednak podczas trwania turnieju w tajemniczych okolicznościach zaczynają kolejno ginąć jego uczestnicy. Co dzieje się na dworze i czy Celeanie uda się przetrwać?

(więcej…)

Zanurz się w literaturze! Mechthild Gläser – „Strażniczka książek”

Co zrobić, gdy Alicja gubi drogę do Krainy Czarów, a Mały Książę traci ukochaną Różę?

***

Mechthild Gläser w „Strażniczce książek” stworzyła niezwykle interesujący świat. Wrzuciła do jednej powieści wielu powszechnie znanych bohaterów, a to doprawiła jeszcze szczyptą tajemnicy, rodzinnych sekretów i… miłości. Czy z takiej mieszanki mogło wyjść coś dobrego?

Chyba nie ma wśród miłośników książek osoby, która nie chciałaby choć raz wejść w swoją ulubioną opowieść, zwiedzić świat, porozmawiać z bohaterami… Marzenie! Amy Lennox, z racji tego, że należy do gatunku książkowych moli, także chciałaby mieć taką możliwość… Ale chwila. Ona MA taką moc naprawdę. I dzięki swojemu darowi może, a nawet powinna stać na straży świata literatury i pilnować, by wszystko było w nim w porządku. Niestety jednak, przyjemność z podróżowania do opowieści zostaje zakłócona przez tajemniczego złodzieja, który kradnie pomysły, zaburzając historie, przez co nie mogą toczyć się tak, jak powinny. Kto i po co miałby coś takiego robić? Amy, jako Strażniczka, wespół z Werterem (tak, TYM Werterem) oraz przyjacielem Willem stara się rozwikłać zagadkę tajemniczego złodzieja i na powrót zaprowadzić ład w świecie literatury.

Alicja nie może znaleźć drogi do Krainy Czarów, skarbiec Drakuli został okradziony, a ze „Snu nocy letniej” zabrano lato… A to tylko niektóre nieszczęścia nawiedzające świat literatury. Zakłócenie akcji powoduje zmianę historii we wszystkich książkach na całym świecie, a w konsekwencji prowadzi do jej całkowitego zniszczenia. Sprawa jest więc poważna i przed Amy stoi nie do końca bezpieczne zadanie schwytania złodzieja i rozwiązania tajemnicy pewnego starego manuskryptu.

strażniczka książek recenzja mechthild glaser iambiblioholic welkinson

(więcej…)

Stosik #2

Dawno, oooj dawno stosików nie było, a to dlatego, że postanowiłam trochę ograniczyć pieniądze wydawane w ogromnych ilościach na książki. Nie do końca się to udało, bo co może się równać nowym tomom na półce jeszcze pachnącej drewnem? No właśnie. Dlatego zapraszam Was na drugi w tym roku stosik!

Kilka z prezentowanych książek już na blogu recenzowałam, więc serdecznie zapraszam Was pod wskazane adresy, jeśli jakaś pozycja wydała Wam się interesująca. A teraz ruszamy!

welkinson iambiblioholic recenzje książek dziewczyna z portretu mort marsjanin osobliwy dom pani peregrine światło którego nie widać zero pratchett (więcej…)

(Nie)osobliwa historia. Ransom Riggs – „Osobliwy dom pani Peregrine”

Wiadomo, że potwory nie istnieją, a wszystkie opowieści odstające w jakikolwiek sposób od normalności to jedynie bajki dla dzieci. Racjonalizm górą! Ale… Co by było, gdyby w tych historiach kryło się jednak ziarenko prawdy? Ransom Riggs zabiera nas w podróż do świata, gdzie wszystko jest możliwe, czas staje w miejscu, a fantastyka przeplata się z grozą. Jak bardzo osobliwa to historia i czy dorosły znajdzie w tej baśniowej otoczce coś dla siebie?

Jacob od zawsze sądził, że czeka go nieciekawe i zupełnie przeciętne życie. Choć głowę miał napełnioną fantastycznymi opowieściami dziadka o domu zamieszkałym przez dzieci, obdarzone szczególnymi zdolnościami oraz o ścigających go potworach, z czasem w chłopcu pojawił się ogrom wątpliwości co do ich realizmu, a w końcu jawiły się tylko jako bajki dla dzieci, opowiadane na dobranoc. Ów stan rzeczy utrzymał się do koszmarnego dnia, kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach ukochany dziadek zginął, jako ostatnie słowa dając wnukowi niezrozumiałe wskazówki  i każąc odszukać ludzi ze swojej przeszłości. Przerażony i dręczony sennymi koszmarami Jacob postanawia spełnić ostatnia wolę dziadka i udaje się na wyspę Cairnholm, gdzie miał się mieścić sierociniec z opowieści. Tym samym rozpoczyna się najbardziej osobliwa przygoda, o jakiej nie marzył nawet w najśmielszych snach.

ransom riggs osobliwy dom pani peregrine recenzja welkinson iambiblioholic

(więcej…)

Uczeń Śmierci… Terry Pratchett – „Mort”

Śmierć na ogół kojarzy się z mroczną postacią, owianą tajemnicą i wyposażoną w kosę do odbierania życia nieszczęśnikom, na których przyszedł już ich czas. Myślom o niej towarzyszy strach i raczej negatywne emocje. A co by było, gdyby w naszej ostatniej chwili Śmierć przybył po nas na koniu Pimpusiu, dzierżąc w dłoniach małego kotka? Nie byłoby nieco bardziej sympatycznie opuszczać ten łez padół światem żywych zwany?

Nawet Śmierć potrzebuje wakacji! W związku z tym postanawia zaznać ludzkich uciech w świecie śmiertelników, ale ktoś musi przecież zostać na służbie i pilnować, by każdy, na kogo nadszedł czas, opuścił świat żywych… Jak pogodzić jedno z drugim? Otóż można wziąć praktykanta, by przyuczyć go do zawodu Śmierci.

terry pratchett mort recenzja iambiblioholic welkinson (więcej…)

Akcja inwigilacja! Marc Elsberg – „Zero”

Żyjemy w czasach, kiedy technologia stała się dla nas czymś tak zwyczajnym, jak obecność prądu czy bieżącej wody w naszych mieszkaniach. W tym momencie zdecydowana większość z nas nie wyobraża sobie dnia bez sprawdzenia, co słychać na Facebooku, Twitterze i YouTube, a dostęp do Internetu jest tak powszechny, że właściwie w każdym miejscu można z niego skorzystać. Smartfony, tablety, laptopy czy inteligentne zegarki – a nawet inteligentne okulary nie są już przedmiotami rodem z powieści science-fiction, ale jak najbardziej realną codziennością. Widzimy w nich wiele dobrego i niewątpliwie ułatwiają nam codzienną egzystencję, ale… Co, gdyby za owymi ułatwieniami stało coś więcej? Co, gdyby właściciele wielkich i popularnych portali społecznościowych próbowali manipulować nami i wykorzystywać nas do swoich celów, kryjąc się za chęcią czynienia dobra dla innych?

Marc Elsberg w swojej najnowszej powieści „Zero” przedstawia nam świat z pozoru przypominający świat z przyszłości. Powszechna obecność nowych technologii, aplikacje poprawiające jakość życia i oferujące nawet pomoc w jego totalnej zmianie, a także… możliwość sprzedawania swoich danych osobowych, bo przecież i tak wszędzie nas podglądają i wiedzą o nas wszystko. Nasza zdolność kredytowa, ulubione knajpy, programy lojalnościowe, często odwiedzane sklepy czy najczęściej kupowane produkty – to dane powszechnie znane. Obecne wszędzie kamery kontrolują każdy nasz ruch, nasze rozmowy są podsłuchiwane, wiadomości czytane, anteny GPS zapisują miejsce naszego pobytu… Anonimowość to fikcja, chyba że wiesz, jak się zabezpieczać. Brzmi jak fantastyka? Tylko pozornie, bo przecież w takiej rzeczywistości obecnie żyjemy i choć nie zastanawiamy się nad tym, to każdy nasz krok jest uważnie śledzony. Niewątpliwie ogromne zalety technologicznego postępu i fakt, jak bardzo ułatwia nam życie nie podlegają dyskusji, ale każdy medal ma dwie strony.

marc elsberg zero recenzja welkinson iambiblioholic

(więcej…)

Okiem Welkinsona: odgrzewane kotlety, czyli pozornie nowe oblicza książkowych bestsellerów

W jaki sposób autorzy powieści okupujących czołowe miejsca na listach bestsellerów radzą sobie ze spadkiem fejmu bądź kończącymi się pieniędzmi? Bądź też w jaki sposób chcą zdobyć owego fejmu jeszcze więcej? Prosta sprawa! Postanawiają opowiedzieć poczytną historię raz jeszcze, ale z perspektywy innego bohatera. Bądź osadzić w tym samym świecie inne postaci, o imionach i nazwiskach łudząco podobnych do tych z pierwowzoru, ale o zamienionych płciach… Chyba już domyślacie się, do czego piję.

Niedawno czytelniczym światem zawrzało, bowiem autorka jednej z najbardziej znanych pozycji z gatunki literatury erotycznej, E. L. James, postanowiła, na fali popularności szarej sagi, stworzyć opowieść snutą z perspektywy szarmanckiego i lubującego się w sprawianiu płci pięknej bólu dla własnej przyjemności ideału współczesnego mężczyzny – Christiana Greya. Wzbudziło to niemałe poruszenie i rozbudziło nadzieje fanek na całym świecie, że oto poznają, co siedzi w głowie faceta z mroczną przeszłością i czerwonym pokojem zabaw zamiast konsoli do grania w Fifę. Niestety jednak, większość z nich musiała się srogo rozczarować, gdyż zamiast pełnej erotycznego napięcia, może nieco brutalnej opowieści, dostały kolesia gadającego ze swoim przyrodzeniem i tę samą, nudną historię, z przepisanymi dosłownie scenami, dialogami i e-mailami wymienianymi przez bohaterów. I abstrahując już od faktu, że James nie podołała wczuciu się w męską psychikę, którą sama dość nieudolnie próbowała stworzyć w sadze – jak mogło wyjść coś dobrego i świeżego z czegoś, co jest tym samym produktem z kilkoma dodatkami?

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/260000/260277/397481-352x500.jpg?_ga=1.42338405.1944413409.1447249272
Źródło: Lubimy Czytać

(więcej…)

Polowanie na demony. Cassandra Clare – „Miasto kości”

W dobie mody na paranormalne romanse i antyutopie trudno znaleźć lekką, młodzieżową opowieść, w której główne miejsce zajmą emocjonujące przygody i interesujący świat zamiast przydługich miłosnych rozterek wysuwających się na główny plan. „Miasto kości”, pierwszy tom cyklu Dary Anioła, zapowiadało się na tym tle ciekawie, zwłaszcza biorąc pod uwagę pozytywne i wręcz chwalące powieść wniebogłosy opinie. Czy to faktycznie tak dobra historia?

DSC_4180....JPG

Clary jest zwyczajną nastolatką i zajmuje się całkiem zwyczajnym życiem na Ziemi – aż do wieczoru w klubie, kiedy jej uwagę zwraca tajemniczy blondyn z nożem, śledzący innego tajemniczego chłopaka, tym razem bez noża, ale mającego chęć na bliższą znajomość z pewną piękną dziewczyną… To wystarcza, by Clary wkroczyła do akcji i ujrzała scenę niewidoczną dla zwykłych śmiertelników – polowanie na demona. Od tego momentu życie dziewczyny diametralnie się zmienia – dowiaduje się o istnieniu demonów i Nocnych Łowców, ich pogromców, a także o świecie zamieszkałym przez wampiry, czarownice, elfy i inne fantastyczne postacie. Jakby tego było mało, tajemnicze istoty napadają na mieszkanie Clary i porywają jej matkę… Czy dziewczynie wespół z nowymi znajomymi uda się odkryć tajemnicę jej zaginięcia?

(więcej…)

Podsumowanie stycznia + stosik #1

Styczeń się skończył, a zatem nadszedł czas podsumowań!

Jako że pierwszy miesiąc roku nie jest najlepszym czasem na książkowe aktywności dla studenta, sporo czasu zabrało mi wertowanie skryptów i lektur do egzaminów. Mimo wszystko jednak udało mi się przeczytać w styczniu 6 książek.

welkinson iamiblioholic recenzje bonda mróz nezbo clare marwood

(więcej…)

Niektóre historie mają kły… Stephen King – „Bazar złych snów”

Tablet otwierający przejście do alternatywnych rzeczywistości, nekrologi mające moc uśmiercania, tajemnicze samochody i koniec świata. Śmierć, mrok, zniszczenie – tak w sporym skrócie można opisać zawartość najnowszego zbioru opowiadań spod pióra Kinga. Warto zagłębić się w ten świat?

Muszę przyznać, że nigdy szczególną fanką opowiadań nie byłam. Zawsze wolałam dłuższe formy wypowiedzi, gdzie historia mogła powoli się rozwijać, a ja poznawałam postacie i stopniowo się z nimi zżywałam. Lubię tę specyficzną więź tworząca się między mną a bohaterami czytanej przeze mnie powieści. Tak czy inaczej, po opowiadania sięgałam raczej niechętnie, ciągle mając w pamięci chociażby przygodę ze zbiorem Agathy Christie, który mocno mnie rozczarował.

stephen king bazar złych snów recenzje iambiblioholic

Sytuacja zmieniła się jednak, gdy pochłonęłam (tak, inaczej nazwać się tego nie da) dwa zbiory opowiadań o Wiedźminie. Wtedy stwierdziłam, że forma ta być może ma mi do zaoferowania coś jeszcze i postanowiłam dać jej szansę. Wiedziona tym postanowieniem, zaopatrzyłam się w najnowszy zbiór krótkich dzieł Kinga i… Przepadłam. Może nie każde z 21 opowiadań położyło mnie na łopatki i wbiło w fotel, ale większość z nich klimatem wpisała się w to, co uwielbiam – czyli mrok, grozę i tajemnicę. I to mnie kupiło.

(więcej…)