Okiem Welkinsona: tradycja kontra nowoczesność, czyli o ebookach i książkach drukowanych

To, że książki warto czytać, jest sprawą oczywistą. Poszerzają horyzonty, oddziałują na wyobraźnię, są znakomite na relaks i sprawiają ogrom radości. Same zalety. Ale czy jest ktoś, kto nie zadał sobie pytania, w co lepiej inwestować: w książki drukowane czy w czytnik ebooków i publikacje elektroniczne? Wątpliwe. Dlatego właśnie Welkinson przychodzi z pomocą i odpowie na to jakże ważne pytanie… odrobinę z przymrużeniem oka.

Technologia towarzyszy nam właściwie na każdym kroku – smartfony, tablety, laptopy to coś, co często mamy przy sobie. Ułatwiają nam codzienną egzystencję i zapobiegają nudzie w podróży albo na nieciekawych zajęciach na uczelni… Dodatkową zaletą dla czytaczy jest fakt, że na owych sprzętach można także czytać książki i nie trzeba zabierać ze sobą dodatkowych kilogramów w postaci papierowego tomiszcza, niejednokrotnie grubego, a przecież i tak jesteśmy już porządnie obładowani… Wyższość ebooków wydaje się więc być przesądzona tym jednym argumentem, ale gdyby tak rzeczywiście było, tradycyjne książki już dawno przestałyby istnieć – a tymczasem mają się świetnie i nadal jest wielu ludzi, którzy czytają je namiętnie i nie zamierzają przejść na cyfrową stronę mocy. Dlaczego? Dzisiaj postaram się przyjrzeć wadom i zaletom druku i publikacji cyfrowych, by, być może, uzyskać pewien ogląd na każdą z grup.

welkinson iambiblioholic recenzje książek książki

(więcej…)

Chyłka i Zordon vol 2. Remigiusz Mróz – „Zaginięcie”

Oto druga część przygód Chyłki i Zordona w świecie przepisów prawnych i sądowych batalii. Bohaterowie ponownie muszą zewrzeć szyki, by wybronić klientów z beznadziejnej, jak się wydaje, sytuacji. Czy im się to uda?

Chyłka odbiera w środku nocy telefon od dawnej znajomej ze szkoły, obecnie żony jednego z najbogatszych mężczyzn w kraju. Przerażona kobieta prosi prawniczkę, by broniła ją i jej męża, ponieważ bez śladu zaginęła ich córka, a nic nie wskazuje na to, by jakiekolwiek włamanie miało miejsce. Chyłka bez zastanowienia postanawia podjąć się zadania i razem z Zordonem zagłębiają się w szczegóły pozornie beznadziejnej i oczywistej sprawy. Z czasem jednak na jawy zaczynają wychodzić coraz bardziej niepokojące informacje i niecodzienne powiązania, wskazujące na to, że nic nie jest takie, jakim wydaje się być i że to może wcale nie rodzice postanowili pozbyć się swojego dziecka…

remigiusz mróz zaginięcie recenzja iambiblioholic welkinson (więcej…)

(Nie)osobliwa historia. Ransom Riggs – „Osobliwy dom pani Peregrine”

Wiadomo, że potwory nie istnieją, a wszystkie opowieści odstające w jakikolwiek sposób od normalności to jedynie bajki dla dzieci. Racjonalizm górą! Ale… Co by było, gdyby w tych historiach kryło się jednak ziarenko prawdy? Ransom Riggs zabiera nas w podróż do świata, gdzie wszystko jest możliwe, czas staje w miejscu, a fantastyka przeplata się z grozą. Jak bardzo osobliwa to historia i czy dorosły znajdzie w tej baśniowej otoczce coś dla siebie?

Jacob od zawsze sądził, że czeka go nieciekawe i zupełnie przeciętne życie. Choć głowę miał napełnioną fantastycznymi opowieściami dziadka o domu zamieszkałym przez dzieci, obdarzone szczególnymi zdolnościami oraz o ścigających go potworach, z czasem w chłopcu pojawił się ogrom wątpliwości co do ich realizmu, a w końcu jawiły się tylko jako bajki dla dzieci, opowiadane na dobranoc. Ów stan rzeczy utrzymał się do koszmarnego dnia, kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach ukochany dziadek zginął, jako ostatnie słowa dając wnukowi niezrozumiałe wskazówki  i każąc odszukać ludzi ze swojej przeszłości. Przerażony i dręczony sennymi koszmarami Jacob postanawia spełnić ostatnia wolę dziadka i udaje się na wyspę Cairnholm, gdzie miał się mieścić sierociniec z opowieści. Tym samym rozpoczyna się najbardziej osobliwa przygoda, o jakiej nie marzył nawet w najśmielszych snach.

ransom riggs osobliwy dom pani peregrine recenzja welkinson iambiblioholic

(więcej…)

W pogoni za cieniem. Ingar Johnsrud – „Naśladowcy”

Mroczne eksperymenty, krwawe masakry, nieuchwytny morderca bez twarzy i śledztwo przynoszące zaskakujące informacje – tak w dużym skrócie można opisać pierwszą powieść spod pióra norweskiego dziennikarza, Ingara Johnsruda. Oto nowy głos na scenie skandynawskich kryminałów – czy warto wysłuchać, co ma do powiedzenia?

Oslo. Opinią publiczną wstrząsa informacja o tragicznym w skutkach napadzie na siedzibę pewnej religijnej organizacji – Światło Boga, w wyniku której śmierć poniosło kilka osób. Próbę wyjaśnienia okoliczności zbrodni podejmuje nadkomisarz Fredrik Beier, jednak szybko okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż wydawało się na początku, a tajemniczy sprawca w bardzo inteligentny sposób pogrywa sobie z prowadzącymi śledztwo i niestrudzenie zmierza do wybicia wszystkich, którzy kierowali stowarzyszeniem…  W dodatku kolejne tropy ujawniają, że nie chodzi tu o zwyczajne porachunki na tle religijnym, a eksperymenty rasowe z czasów drugiej wojny światowej w tajemniczy sposób wiążą się ze sprawą. Przed zespołem Fredrika staje trudne i niebezpieczne zadanie znalezienia sprawcy oraz ukrywających się członków Światła Boga…

(więcej…)

Uczeń Śmierci… Terry Pratchett – „Mort”

Śmierć na ogół kojarzy się z mroczną postacią, owianą tajemnicą i wyposażoną w kosę do odbierania życia nieszczęśnikom, na których przyszedł już ich czas. Myślom o niej towarzyszy strach i raczej negatywne emocje. A co by było, gdyby w naszej ostatniej chwili Śmierć przybył po nas na koniu Pimpusiu, dzierżąc w dłoniach małego kotka? Nie byłoby nieco bardziej sympatycznie opuszczać ten łez padół światem żywych zwany?

Nawet Śmierć potrzebuje wakacji! W związku z tym postanawia zaznać ludzkich uciech w świecie śmiertelników, ale ktoś musi przecież zostać na służbie i pilnować, by każdy, na kogo nadszedł czas, opuścił świat żywych… Jak pogodzić jedno z drugim? Otóż można wziąć praktykanta, by przyuczyć go do zawodu Śmierci.

terry pratchett mort recenzja iambiblioholic welkinson (więcej…)

Akcja inwigilacja! Marc Elsberg – „Zero”

Żyjemy w czasach, kiedy technologia stała się dla nas czymś tak zwyczajnym, jak obecność prądu czy bieżącej wody w naszych mieszkaniach. W tym momencie zdecydowana większość z nas nie wyobraża sobie dnia bez sprawdzenia, co słychać na Facebooku, Twitterze i YouTube, a dostęp do Internetu jest tak powszechny, że właściwie w każdym miejscu można z niego skorzystać. Smartfony, tablety, laptopy czy inteligentne zegarki – a nawet inteligentne okulary nie są już przedmiotami rodem z powieści science-fiction, ale jak najbardziej realną codziennością. Widzimy w nich wiele dobrego i niewątpliwie ułatwiają nam codzienną egzystencję, ale… Co, gdyby za owymi ułatwieniami stało coś więcej? Co, gdyby właściciele wielkich i popularnych portali społecznościowych próbowali manipulować nami i wykorzystywać nas do swoich celów, kryjąc się za chęcią czynienia dobra dla innych?

Marc Elsberg w swojej najnowszej powieści „Zero” przedstawia nam świat z pozoru przypominający świat z przyszłości. Powszechna obecność nowych technologii, aplikacje poprawiające jakość życia i oferujące nawet pomoc w jego totalnej zmianie, a także… możliwość sprzedawania swoich danych osobowych, bo przecież i tak wszędzie nas podglądają i wiedzą o nas wszystko. Nasza zdolność kredytowa, ulubione knajpy, programy lojalnościowe, często odwiedzane sklepy czy najczęściej kupowane produkty – to dane powszechnie znane. Obecne wszędzie kamery kontrolują każdy nasz ruch, nasze rozmowy są podsłuchiwane, wiadomości czytane, anteny GPS zapisują miejsce naszego pobytu… Anonimowość to fikcja, chyba że wiesz, jak się zabezpieczać. Brzmi jak fantastyka? Tylko pozornie, bo przecież w takiej rzeczywistości obecnie żyjemy i choć nie zastanawiamy się nad tym, to każdy nasz krok jest uważnie śledzony. Niewątpliwie ogromne zalety technologicznego postępu i fakt, jak bardzo ułatwia nam życie nie podlegają dyskusji, ale każdy medal ma dwie strony.

marc elsberg zero recenzja welkinson iambiblioholic

(więcej…)

Wyniki urodzinowego konkursu!

Kochani, bardzo dziękuję Wam za udział w pierwszym konkursie na tym blogu i za kreatywne odpowiedzi. Czytanie ich było dla mnie przyjemnością i przekonałam się, że organizacja takiej zabawy to bardzo fajna sprawa – na pewno możecie liczyć na podobne atrakcje w przyszłości 😀

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/289000/289493/442564-352x500.jpg (więcej…)

O tym, jak trudno być sobą, czyli „Dziewczyna z portretu”

„Dziewczyna z portretu” w reżyserii Toma Hoopera to opowieść o poświęceniu, ogromnej miłości ponad wszystko i o próbie odnalezienia własnej tożsamości. O tym, jak trudno być sobą, gdy inni wokół nie akceptują odmienności, gdy wszystko sprowadza się dla nich do kaprysu, choroby psychicznej bądź zaburzeń chemicznych. I wreszcie o tym, jak ważnym jest, by żyć w zgodzie ze sobą samym. A to wszystko oparte na prawdziwej historii. Czy warto ten obraz zobaczyć?

Dania, początek XX wieku. Małżeństwo malarzy Wegenerów wiedzie szczęśliwe i pełne miłości życie. Wszystko zmienia się jednego dnia, kiedy Gerda prosi swego męża, by w zastępstwie modelki zapozował jej do obrazu, ubrany w damskie elementy garderoby. Wtedy właśnie rodzi się bądź dochodzi do głosu Lili. W Einarze rozpoczyna się przemiana, której on sam nie jest w stanie pojąć, a która rzuca cień na życie jego, Gerdy i na ich szczęśliwe do tej pory małżeństwo, a także wystawia na próbę łączące ich uczucie…

http://1.fwcdn.pl/po/34/75/493475/7716977.3.jpg

(więcej…)

Urodziny bloga + KONKURS! Wygraj „Rachunek” Jonasa Karlssona

Moi kochani! Ależ ten czas leci!

Dziś mija dokładnie rok od pierwszego posta na blogu. Rok, podczas którego wiele się działo – napisałam licencjat i obroniłam go, zaczęłam studia magisterskie i dowiedziałam się, co chcę robić w życiu. I dodatkowo jeszcze, blogowanie wcale mi się nie znudziło, a wręcz przeciwnie, mam chęć działać dalej i jeszcze bardziej się starać, by to moje miejsce w internecie rozwijało się coraz mocniej.

http://thefunniestpictures.com/wp-content/uploads/2014/01/cool-books-birthday-cake.jpg

(więcej…)

Wałbrzyski sen. Joanna Bator – „Piaskowa Góra”

Joanna Bator zabiera nas w podróż wehikułem czasu do epoki, której znakiem rozpoznawczym są puste sklepowe półki, a Eneref jawi się jako magiczna kraina dobrobytu. Zaprasza nas na wałbrzyską Piaskową Górę, gdzie przez dziurkę od klucza podglądamy życie rodziny Chmurów oraz poznajemy ich rodzinne tajemnice. Czy tę wyprawę można zaliczyć do udanych i bogatych w doświadczenia?

W „Piaskowej Górze” poznajemy historię rodzinną Dominiki oraz jej matki, Jadzi Chmury, które żyją w Polsce na przełomie lat 70 i 80. Stajemy się świadkami opowieści snutej niczym senne wspomnienia, cofamy się z teraźniejszości do młodych lat Jadzi i dowiadujemy się, w jaki sposób przybyła do Wałbrzycha, jak wpadła (dosłownie!) w ramiona swego męża, Stefana i w jaki sposób rozpoczęła życie na Piaskowej Górze, która stanie się jej nowym domem na wiele lat.

joanna bator piaskowa góra recenzja welkinson iambiblioholic

(więcej…)