Jest się czego bać? Recenzja książki: Shirley Jackson, „Nawiedzony Dom na Wzgórzu”

Niedawne wznowienie „Nawiedzonego domu na wzgórzu” uznawanego za klasykę literatury grozy skłoniło mnie do zapoznania się z tą powieścią. Dodatkowo wydanie jest tak ładne, że trudno przejść obok książki obojętnie. Czy jednak treść dorównuje oprawie? Okazuje się, że nie do końca…

Historie z grozą w tle lubię od zawsze. Już jako dość młoda dziewczynka po cichu oglądałam horrory, uważając, by nikt mnie na tym nie przyłapał. Potem zaczęłam sięgać po książki z tego gatunku i choć przestraszyć mnie jest dość trudno, to cenię sobie mroczny klimat i ciekawa historię. Najbardziej ulubione motywy to właśnie duchy, upiory, nawiedzenia i zjawiska paranormalne, a skoro Nawiedzony Dom, to spodziewałam się, że sporo tego tu dostanę. I nie mogę powiedzieć, że nie było tego wcale, ale zdecydowanie zbyt mało, by choć spróbować mnie wystraszyć.

recezja, nawiedzony dom na wzgórzu, shirley jackson

Niezbyt dynamiczne tempo…

Największą winę za ten stan rzeczy ponosi niezwykle mało dynamiczna narracja. Książkę czyta się świetnie, nawet mimo, a może właśnie dlatego, że napisana jest starodawnym, dość pompatycznym językiem, który przywodzi na myśl okres 19 czy początków 20 wieku. Jednak narracja jest leniwa, wydarzenia dzieją się baaardzo powoli, a pierwsza połowa książki to przede wszystkim opisy tego, jak bohaterowie siedzą, piją, jedzą obiad…  Przez to nawet momenty, w których skóra mogłaby ścierpnąć ze strachu, tracą na swojej mocy, stają się rozmyte i brak im dynamiki. Trudno więc wyczuć tu jakikolwiek klimat grozy, o przestraszeniu się nie ma natomiast mowy w ogóle.

Zjawiska paranormalne?

Zjawiska paranormalne jednak jak najbardziej występują i jestem pewna, że gdybym znalazła się na miejscu bohaterów powieści, mdlałabym ze strachu. Jednak, tak jak już wspomniałam, opisane są dość leniwie, tak, że grozy się nie odczuwa. Odniosłam przy tym wrażenie, że przeplatane przez akcję rozmowy bohaterów momentami nie mają do końca sensu, a ich wypowiedzi nie nawiązują do siebie, zupełnie jakby były wyrwane z kontekstu i każdy rzucał sobie zdania ot tak, a żaden z towarzyszy nie podejmował dalszej dyskusji.

recezja, nawiedzony dom na wzgórzu, shirley jackson

Czuję tez niedosyt związany z historią samego domu. Choć została ona opowiedziana dość dobitnie. Nijak nie wynika z tych opowieści jednak, dlaczego właściwie tam straszy. Można uznać, że niektóre domy są złe, bo tak, po prostu, i już. Sam pomysł konstrukcji budynku jest niecodzienny i oryginalny, jego wyobrażenie w mojej głowie to wręcz labirynt, w którym łatwo się zgubić, a wszystkie drzwi zatrzaskują się same, utrudniając odnalezienie drogi powrotnej.

Zakończenie jest natomiast ciekawie obmyślone. Mamy tu zarówno grozę, jak i sporo szaleństwa, a to, jak cała historia się kończy, zaskakuje.

Bohaterowie

Bohaterowie są dość przeciętni. Theodora, łaknąca nieustannego przebywania w centrum uwagi, Eleanor, której nie udało mi się polubić, bo od początku zachowywała się, jakby miała rozdwojenie jaźni, Luke, który lubi śmieszkować, doktor, zafascynowany domem, książkami i duchami, i żona doktora, charakterna, mocno zarysowana postać, która wywołała nawet uśmiech na mojej twarzy. Trochę natomiast dziwne wydały mi się relacje między bohaterami. Przebywali w domu zaledwie kilka dni, a zachowywali się w stosunku do siebie, jakby znali się co najmniej miesiąc. Być może sytuacja, w której się znaleźli sprawiła, że więzi międzyludzkie zawiązały się szybciej niż zazwyczaj, jednak dla mnie było to dość nienaturalne.

recezja, nawiedzony dom na wzgórzu, shirley jackson

Podsumowując…

Z tej recenzji może wynikać, że „Nawiedzony Dom na Wzgórzu” to książka zła. Nie do końca tak jest. Mimo że narracja jest powolna, mimo że brak tu dynamiki i napięcie nie bardzo chce rosnąć, a strachu tu właściwie jak na lekarstwo, to jednak czytało mi się całość dobrze. Fabuła mnie zaciekawiła i chciałam się dowiedzieć, jakie tajemnice skrywa Dom na Wzgórzu i czym jeszcze zaskoczy bohaterów. Tajemnic co prawda nie poznałam i brak mi tu bardziej… Może nie spektakularnego, ale wywołującego intensywniejsze emocje wątku, podsumowania całości, jakichś trupów w szafie czy czegokolwiek, co by przełamało tę nieco powolną narrację. Mimo wszystko jednak była to lektura przyjemna, choć nie tego się spodziewałam po książce uznawanej za klasykę grozy. Za mało atmosfery niepokoju i za mało dynamiki, za wiele gawędzenia przy brandy.

Tagged , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych powyżej danych w celu pozostawienia komentarza.