Okiem Welkinsona: Dlaczego nie robię podsumowań miesiąca? O czytaniu na wyścigi

Dziś chciałabym poruszyć temat, który siedzi we mnie już od jakiegoś czasu, a przy okazji podsumowań roku 2017 znów wypłynął na powierzchnię. I jak zauważyłam, ostatnio kilka osób o tym u siebie pisało, ale ja, jak to ja, swoje pięć groszy wtrącić muszę. A o czym mowa? O czytaniu na wyścigi oraz o tym, że liczba przeczytanych książek wcale nie ma znaczenia, a przynajmniej mieć nie powinna.

Polacy mało czytają

Od dawna wiele mówi się o tym, że Polacy czytają mało. Badania czytelnictwa wciąż pokazują spadek odsetka osób, które sięgnęły po chociaż jedną powieść w ciągu roku. Blogosfera książkowa jest zaś specyficzną niszą – z wiadomych względów tworzą ją ludzie, którzy są aktywnymi czytelnikami, czytają chętnie i dużo. A dodatkowo zachęcają do sięgania po książki innych dzięki tworzeniu recenzji i tekstów na temat literatury. Dlatego fajnie, jeśli choć jedna osoba sięgnie po polecamy przez kogoś tytuł i tym samym liczba nieczytających zmniejszy się o ten ułamek procentu. W końcu lepiej przeczytać jedną książkę, niż nie czytać nic, prawda?

blog książkowy iambiblioholic, recenzje książek

Czytanie na wyścigi

Otóż… okazuje się, że nieprawda. Na blogach i grupach książkowych nieustannie panuje rywalizacja, kto przeczytał więcej książek w danym miesiącu. W podsumowaniach każdy chwali się, ile to udało mu się pochłonąć tomów – 10, 20… Podczas gdy osoby, które mają mniej czasu na czytanie, mają na swoim koncie jedną albo nawet żadnej książki. Czy są przez to gorsze? Oczywiście, że nie, ale nasilająca się rywalizacja „kto więcej” sprawia, że osoby czytające zaczynają czytać na wyścigi. A to nie o to chodzi.

Co to za różnica, czy pochłonę w miesiącu 10 książek, czy zero? Zawsze mi się wydawało, że czytanie to przyjemność, sposób na miłe spędzanie czasu, relaks czy odpoczynek po ciężkim dniu. Tymczasem okazuje się, że jeśli nie „odhaczę” określonej liczby tomów, jestem mniej wartościowym czytelnikiem. Nie o to chyba chodzi?

Czytanie książek to hobby

Najważniejsza kwestia jest taka – czytanie książek to hobby, coś, co ma sprawiać radość. Po co robić z czegoś fajnego wyścig szczurów? Dlatego właśnie nie robię podsumowań i robić ich nie będę. Podobnie jak nie biorę udziału w wyzwaniach na to, ile książek przeczytam w danym roku czy „Przeczytam tyle książek, ile mam centymetrów wzrostu” i temu podobne. Nie chcę, by czytanie, które lubię i które ma być dla mnie sposobem na miłe spędzanie czasu, stało się wyścigiem i tym samym przestało być przyjemnością. Nie chcę czytać pod presją, z zegarkiem w ręku, by skończyć jak najszybciej dany tytuł, żeby zaliczył mi się na poczet danego miesiąca. Chcę natomiast mieć więcej luzu, czytać dla siebie i cieszyć się tym. Tak zwyczajnie.

blog książkowy iambiblioholic, recenzje książek

Liczba książek liczbie książek nierówna 😉

Dla mnie nie jest ważne, ile w miesiącu przeczytałam. Nie wiem nawet, jak ta liczba się prezentuje jeśli chodzi o rok 2017. Dlaczego? Otóż dlatego, że nie mam chęci stawać do rywalizacji o to, kto więcej książek ma na liście. Jedni czytają wolniej, drudzy szybciej. Jedni pracują, inni całe dnie siedzą w domu i jedyne, co mają do roboty, to siedzenie w książkach. I to jest okej – każdy żyje jak chce. Tylko że podsumowując dany miesiąc, nikt nie bierze pod uwagę tego, że ktoś przeczytał 20 cienkich lekkich historii, a ktoś jedną pokaźnych rozmiarów trudną w odbiorze powieść, która siłą rzeczy wymaga więcej czasu. Wiele zmiennych ma wpływ na końcowy wynik takiego podsumowania, a jednak wszędzie liczy się jedynie ta magiczna liczba książek przeczytanych i odłożonych na półkę.

Bywają dni, kiedy nie chce mi się czytać. Wolę wtedy pograć, obejrzeć film albo porobić coś zupełnie innego. Nieraz nie mam czasu na czytanie. Może to potrwać dzień, tydzień, miesiąc. To normalne. Ale czy ktoś ma prawo nazwać mnie niewartościowym czytelnikiem, jeśli przeczytam jedną książkę w miesiącu? Nie, ponieważ robię to dla siebie, dla swojej przyjemności, a następnie przekazuję moją opinię Wam – bo tak chcę, a nie dlatego, że czas się pochwalić, że kolejna książka znalazła się na mojej liście.

Czytajmy dla przyjemności, nie dla statystyk

Nie chcę, żeby rywalizacja „kto więcej i szybciej” zabrała mi przyjemność z czytania. A o tę przyjemność chodzi, z tego powodu założyłam bloga i z tego powodu chcę go dalej prowadzić. Jasne, że pisanie o książkach wymaga pewnej regularności, bo w końcu to o przeczytanej powieści można coś napisać, jednak zakres tematyczny związany z literaturą jest na tyle szeroki, że można zaplanować posty tak, by nie musieć walczyć z czasem. Dlatego na pierwszym miejscu będę stawiać siebie, nie przejmując się, czy w danym miesiącu przeczytam mniej czy więcej, dopóki będzie mi to sprawiać przyjemność.

Sama chciałabym mieć więcej wolnych chwil na czytanie, ale tylko po to, by przeczytać wiele tytułów, które na mnie czekają i pewnie jeszcze poczekają, a nie po to, by móc się pochwalić jakąś piękną, okrągłą liczbą. Ale przede wszystkim chciałabym, by lektura dostarczała mi pozytywnych emocji – i tego życzę nie tylko sobie, ale i Wam wszystkim.

blog książkowy iambiblioholic, recenzje książek

A Wy, co sądzicie o czytaniu na wyścigi? Zdarza Wam się czytać pod presją?

blog ksiązkowy, blog z recenzjami książek, iambiblioholic

Tagged , ,

4 - dołącz do dyskusji na temat “Okiem Welkinsona: Dlaczego nie robię podsumowań miesiąca? O czytaniu na wyścigi

  1. Bardzo ciekawy post 🙂 Ja również nie rozumiem czytania na wyścigi i tak jak powiedziałaś – czytamy dla siebie a nie dla jakiś cyferek czy ludzi. A co do statystyk – ja je bardzo lubię. I nie dlatego, żeby z miesiąca na miesiąc je poprawiać, czy też chwalić się, ile stron czytam dziennie. Po prostu jestem osobą, która lubi takie duperele, tabeleczki, wykresiki. Wydaje i się, że to raczej z tego powodu, że studiuje finanse i rachunkowość i zwyczajnie uwielbiam cyferki 😀

    Pozdrawiam 🙂

    1. Czytanie to coś przyjemnego i fajnie, jakby tą przyjemnością pozostało, nie trzeba dodawać do tego wyścigów – starczy w codziennym życiu :D. Statystyki ja również lubię, fascynuje mnie przeglądanie wykresów, tabelek, wyciąganie wniosków 🙂 w sumie tworzenie statystyk czy zestawień dla porządku dla siebie mogłoby być dobrym pomysłem 🙂

      Pozdrawiam 🙂

  2. No cóż,vtez ostatnio zastanawiałam się nad tymi wyścigami i wyzwaniami. Niektóre wyzwania są fajne, kreatywne, i naprawdę aż chciałoby się brać w nich udział, ale z moją systematycznością mogę brać udział co najwyżej w wyzwaniu „przeczytam tyle, ile będzie mi się chciało”;p
    Zgadzam się więc z Twoimi przemyśleniami, zwłaszcza z tym, że książka książce nierówna;)

    1. To prawda, niektóre wyzwania są ciekawe. Szczególnie podoba mi się to, które zorganizowała Paula z Rude recenzuje i Diana z Bardziej lubię książki – przeczytam 12 książek po angielsku. Fajna sprawa, bo można rozwinąć swoje językowe umiejętności i zmobilizować się do sięgnięcia po literaturę po angielsku. W ogóle wyzwania tematyczne czy takie kreatywne są okej, chociaż sama też nie biorę w nich udziału, bo i tak zawsze czytam coś innego, niż sobie zaplanowałam 😉 natomiast wszystkie te, które zakładają jak największą liczbę stron albo samych książek albo jeszcze coś innego, to moim zdaniem czysta rywalizacja 🙂 ale w czytaniu koniec końców chodzi o przyjemność, nie ma różnicy, ile dana książka ma stron 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych powyżej danych w celu pozostawienia komentarza.